Subskrybuj:InformacjeKomentarze

Tu jesteś: Home » Aktualności, Felietony, Redakcja » Wiekowe kamienice, wille i pałace

Poniższe fotografie mają już ponad 100 lat. Zrobił je w 1911 roku Jan Czempiński, warszawski dziennikarz i fotoreporter dwutygodnika ?Świat?. Była to wówczas bardzo popularna i poczytna gazeta; ukazywała się nie tylko w Warszawie, lecz również w kilku większych miastach Królestwa Kongresowego. Autor opracował również ciekawy felietonik dotyczący naszego regionu. Przedstawiam go w oryginale, zachowując pisownię i stylistykę obowiązującą w tamtych czasach. Oto artykuł Jana Czempińskiego zatytułowany – ?Wille podmiejskie w okolicach Warszawy?.

07_Wille podmiejskie III

  W promieniu mniej więcej 30 wiorst na wszystkie strony Warszawy, przy liniach kolei i kolejek podjazdowych istniały od dziesiątków lat letniska, mniej więcej wygodne, ale obficie latem zaludnione. Najlepsze warunki na stałe mieszkania podmiejskie posiadają miejscowości przy linii kolei Wiedeńskiej. W stanie obecnym potrzeby Warszawy i okolic przerosły środki przewozowe kolei. Ruch podmiejski ześrodkował się przy stacjach na przestrzeni aż do Grodziska. W ciągu ostatnich paru lat, przy obliczeniu możliwie ścisłem, można przyjąć, iż w miejscowościach tych zamieszkało 60 ?70 tysięcy osób, które stanowią codzienną klientelę kolei. Ponieważ ruch podmiejski z konieczności stale będzie się wzmagał, jedynym środkiem zaradczym będzie, bądź budowa kolejki elektrycznej do Grodziska (na co zarząd kolei posiada koncesję, ale z niej nie korzysta), bądź rychła budowa 3 toru do Grodziska, tylko wyłącznie dla ruchu podmiejskiego.

  Przestrzeń po obu stronach linii kolei miedzy Warszawą a Grodziskiem, zabudowywa się i zaludnia bardzo szybko. Tuż za Warszawą, pas forteczny dotychczas utrudnia ruch budowlany, ponieważ jednak pas ten będzie zniesiony wpłynie to szybko na zabudowanie pustego pierścienia przy dzisiejszych wałach twierdzy.

Włochy posiadają nieco domków letnich, lecz ruch parcelacyjny dotychczas nie dotknął tej posiadłości najbliższej od Warszawy. O 5 wiorst za Włochami zarząd kolei wybudował dość szpetne koszary robotnicze i urządził przystanek p.n. Utrata ( obecnie Piastów – przyp. G.P.)

Dotychczas poza owemi koszarami okolonemi ogrodem jest to pusta połać pola bez zadrzewienia, gdzie ma powstać letnisko. Żbików wraz z Pruszkowem na znacznej przestrzeni zaludnił się szybko i posiada dziś przeszło 25 tysięcy mieszkańców, dzięki przeniesieniu warsztatów kolejowych i paru fabryk.

  Bardzo znacznie rozwinął się Brwinów, o 6 wiorst za Pruszkowem, a 21 od Warszawy.

Posiadacz Brwinowa p. Stanisław Wilhelm Lilpop, przed paru laty sprzedał część swojej posiadłości (19 włók) p. Tadeuszowi Kowalskiemu i obaj rozparcelowali szeroki pas gruntu przy nasypie kolejowym. Po trzech latach do roku bieżącego stanęło w Brwinowie około 150 domów zaludnionych przez blizko 3 tysiące mieszkańców. Plan regulacyjny przeprowadzono, dzięki czemu Brwinów rozwija się prawidłowo. Przy każdym domu istnieje ogród niekiedy dość duży, co sprawia, że Brwinów nabiera istotnej cechy miasta ogrodu.

  Milanówek założony w lesistej, zdrowotnej miejscowości z charakterem pierwotnie wyłącznie letniska, zmienia swój wygląd przez budowę domów na stałe zamieszkania.

Na dość dużej przestrzeni znaczna rozmaitość, co do charakteru i stylu, od bardzo skromnych chat, do kosztownych pałaców milionowych przemysłowców. Całą zresztą przestrzeń przy kolei, od 20-tej wiorsty za Warszawą poza Grodzisk, zabudowywa się tak szybko, iż wkrótce utworzy jeden długi 10-wiorstowy pas willi i zagród z ogrodami. To przyszłe przedmieście Warszawy. Tu przenosi się na stałe coraz to więcej rodzin, bądź budując własne domy, bądź korzystając z mieszkań wynajętych.

08_Wille podmiejskie06_Wille podmiejskie II

  Na fotograficznym kolażu jest kilka zdjęć z Brwinowa. Na zdjęciu 7 widzimy uroczą willę ?Oazę?, która stała do 1939 roku przy końcu ulicy Batorego. Zbudował ją w 1910 roku Adolf Schweitzer, właściciel fabryki musztardy w Warszawie. Z kolei na zdjęciu 12 widzimy znaną w Brwinowie willę pod znamienną nazwą ?Swoje? Zygmunta Bartkiewicza, znajdującą się przy ulicy Grodziskiej. Pisarz zbudował ją w latach 1907/8. Choć zdjęcie jest bardzo niewyraźne, to jest wyjątkowe, bowiem widzimy na nim krajobraz jakiego obecnie tam nie ma. Na zdjęciu 5 jest willa ?Antonówka?, również z ulicy Grodziskiej, ale nie wiem do kogo należała. Natomiast na zdjęciu 6 widzimy jeden z dwóch bliźniaczych pałaców w Turczynku.

03_Willa Oaza w 1911r

?Oaza? nie przetrwała II wojny światowej. We wrześniu 1939 roku nasi żołnierze z 36 Pułku Legii Akademickiej zainstalowali na wieży willi ciężki karabin maszynowy i prowadzili stamtąd ogień na nacierających Niemców. Ponieważ ich ataki okazały się bezskuteczne, Niemcy wezwali do pomocy lotnictwo. Skutki bombardowania okazały się tragiczne; ?Oaza? stanęła w płomieniach i spaliła się całkowicie; zginęło ośmiu legionistów i wiele koni z taboru wojskowego, a nawet dwie osoby cywilne. W rezultacie dobrze obsadzony punkt obrony został dotkliwie nadwerężony i praktycznie zlikwidowany. Niestety, w nocy z 12 na 13 września polskie wojsko musiało opuścić Brwinów.

Po wojnie ?Oazy? nigdy nie odbudowano. Dlaczego? Ponieważ większość Polaków pochodzenia niemieckiego została uznana przez władze komunistyczne za wrogie i bardzo podejrzane. Tak się stało, m.in. z rodziną Schweitzerów, właścicieli ?Oazy?. Ich brwinowską posiadłość uznano za mienie poniemieckie, zatem rodzina, choć mieszkała przed i po wojnie w Brwinowie i Warszawie, to nie miała nic do powiedzenia.

Spalona ?Oaza? z dużym ogrodem, oraz ogromny teren, gdzie obecnie znajduje się brwinowski stadion zostały w 1945 roku bezprawnie zabrane i upaństwowione. Nazwiska osób, które przyczyniły się do tego rabunku, w imieniu prawa, znane są do dziś.

04_Willa Oaza w 1939r II

05_Willa Oaza w 1939r

Podobny los spotkał dwa pałace w Turczynku. Choć posiadłości te nie należały do polskich rodzin pochodzenia niemieckiego, tylko do zamożnych rodzin żydowskich Wellischów i Meyerów, to jednak ich majątki po wojnie również znacjonalizowano.

Wellischowie i Meyerowie przybyli do Warszawy z Czech i Moraw, w drugiej połowie XIX wieku. W 1887 roku Wilhelm Wellisch, podobnie jak wielu finansistów pochodzenia żydowskiego, zmienił wyznanie i przeszedł na protestantyzm. Będąc początkującym bankowcem w krótkim czasie dorobił się gigantycznych pieniędzy. Zawdzięczał to przede wszystkim małżeństwu z Anną Franciszką Toeplitz, panną pochodzącą z zamożnego rodu bankierskiego, znanego wówczas w całym Królestwie Kongresowym,

02_Turczynek. Jeden z dwoch blizniaczych palacow

01_Turczynek. Jeden z dwoch blizniaczych palacow II

W 1889 roku Wilhelm Wellisch zlecił łódzkiemu architektowi Dawidowi Linde wykonanie projektu dwóch willi; jedną dla siebie, drugą dla Jerzego Meyera. Obaj panowie byli w pewnym sensie skoligaceni, gdyż ożenili się z rodzonymi siostrami Toeplicównymi.

Ich hieratyczne domy-pałace zaczęto stawiać w 1904, a ukończono w 1905 roku. Zbudowane jakby w duchu kurortowym, do dziś wzbudzają zdziwienie swoją eklektyczną architekturą z wieloma elementami gotyku i renesansu.

Jednakże Wilhelm Wellisch nie cieszył się zbyt długo wybudowanym domem. Zmarł w 1911 roku mając niespełna 58 lat. Pozostawił po sobie ogromną fortunę w bankach, domy i kamienice w Warszawie, spory folwark i pałac w Turczynku, oraz żonę i czworo dorosłych dzieci, m.in. syna Leopolda, który w tym czasie był już znanym mecenasem sztuki i kolekcjonerem obrazów. Młody Wellisch zawdzięczał karierę przede wszystkim zażyłej znajomości i przyjaźni z Leonem Wyczółkowskim, który wprowadził go na warszawskie salony, jeszcze przed I wojną światową.

W sierpniu 1915 roku zaraz po wejściu Prusaków do Warszawy, Leon Wyczółkowski przyjechał na kilka dni do Turczynka. Lecz sławny malarz miał pecha, albowiem nie spodziewał się, że zastanie oba pałacyki zaanektowane przez oficerów Landwehry. Okazało się, że nie było dla niego miejsca. Wyczółkowski nie mógł tego znieść i nazajutrz wyjechał do Krakowa, do swojej narzeczonej. Niemcy przebywali w Turczynku do połowy 1917 roku.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego, oba pałace były cały czas zamieszkałe. W jednym mieszkał Leopold Wellisch z rodziną, a w drugim leciwy już Jerzy Meyer, wraz z żoną, córką Matyldą i jej mężem Ludwikiem Wertensteinem, notabene fizykiem, byłym uczniem Marii Curie Skłodowskiej.

W tym samym czasie Turczynek zasłynął z tego, że prowadzono tu dość barwne życie towarzyskie. Do pałaców zjeżdżało wybrane środowisko, m.in. liczna finansjera i bohema warszawska. To wystawne życie, pełne hucznych zabaw, flirtów, gościn, pijaństwa, konnej jazdy trwało zdumiewająco długo, bo aż do 1941 roku. Jest nie do uwierzenia, że pomimo okupacji obie rodziny zachowywały się tak, jakby w ogóle nie było wojny, jakby nic im nie groziło. Do dziś nie wiadomo jak to się stało, że Niemcy widząc i wiedząc o wszystkim pozwolili mieszkać obu rodzinom tak długo i prowadzić taki tryb życia, gdy tymczasem w sąsiednim Brwinowie, Grodzisku i Podkowie trwały represje i prawie wszystkie rodziny żydowskie zostały wywiezione do getta w Warszawie. Dopiero pod koniec 1941 roku hitlerowcy wyrzucili Wellischów i Meyerów, a oba budynki zajął Wehrmacht przeznaczając je początkowo na szpital polowy.

Jaki los spotkał te dwie dość liczne rodziny, do dziś nie wiadomo. Dawni sąsiedzi opowiadali po wojnie, że kilkoro młodych Wellischów, m.in. Leopold, wyemigrowali przed okupacją, a niektórzy, że w trakcie wojny, inni z kolei, że większość zginęła podczas holokaustu.  Natomiast wiadomo na pewno, że wojnę przeżyła jedna z córek Matyldy Meyer i Ludwika Wertensteina, Wanda. Podobno ukrywano ją przez całą okupację w Laskach pod Warszawą.

Tuż po wojnie okazało się, że oba budynki zostały doszczętnie obrabowane. Hitlerowcy wywieźli wręcz wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, m.in. unikalne figurki z alabastru i kości słoniowej, cenne antyki, książki, albumy, rzeźby, stylowe meble, perskie dywany i makaty, kandelabry, srebrne lichtarze, świeczniki i kinkiety, mosiężne okucia meblowe, srebrne serwisy, porcelanę, oraz różne bibeloty, oraz przedmioty codziennego użytku. Ukradli również ukrytą na strychu, cenną kolekcję Leopolda Wellischa, w tym kilka obrazów Leona Wyczółkowskiego. Pozostałe rzeczy, miedzy innymi pościel, obrusy, bieliznę i naczynia kuchenne rozkradła do reszty miejscowa ludność. W pałacach pozostały jedynie ciężkie meble i ogołocone ściany.

Gdy 17 stycznia 1945 roku do Brwinowa weszli Rosjanie, historia powtórzyła się. Tym razem obie wille zostały zajęte przez sztab dowodzenia pułku pancernego. Ponieważ Armia Czerwona ciągle głodowała, od razu dobrano się do miejscowego folwarku, gdzie zjedzono na surowo duży kopiec kartofli i parę kopców marchwi. Następnego dnia zjedzono kilka schowanych w pobliskim lesie kóz i jedynego, leciwego konia wierzchowego Meyerów.

Rosjanie pozostawili po sobie długotrwałą i dosyć oryginalną pamiątkę. Otóż na ceglanej ścianie jednego z budynków folwarcznych namalowali dużą, kolorową mapę sytuacyjną frontu zachodniego, obejmującą swym zasięgiem rejon od Warszawy, aż po Łódź. Mapa przetrwała kilkadziesiąt lat, ale dziś nie ma po niej śladu.

W 1945 roku oba pałace ?prawnie? znacjonalizowano. W 1948 roku polskie władze ludowe utworzyły tu Centralny Ośrodek Szkoleniowy ZMP, czyli Związku Młodzieży Polskiej. Wiele lat później powstał tu szpital gruźliczy nazywany powszechnie ? ?wykańczalnią?, a potem zwykły szpital rejonowy nazywany złośliwie ? ?Trupczynkiem?.

Dziś oba budynki stoją puste i stopniowo popadają w ruinę. Miejscowi ludzie powiadają, że tam straszy!

Grzegorz Przybysz

 
© 2013 www.brwinow24.pl Portal informacyjny gminy Brwinów · Subskrybuj:InformacjeKomentarze · Designed by Theme Junkie · Powered by WordPress